Prawo do wolności

Ten artykuł kieruję głównie do zwolenników kultury bez ograniczeń, ludzi, których hasła głoszone przez Lawrence'a Lessiga (autora książki "Wolna Kultura") i Richarda Stallmana przekonały co do słuszności walki ze złym prawem autorskim i niewolnymi licencjami na oprogramowanie.

Autor: darcnet

Każdy wie, że DRM jest zły. Każdy wie też, że Open Source jest jedynie kompromisem i przystankiem w drodze ku upowszechnieniu systemu prawie idealnego, jakim jest Free Software. Bojownicy o wolność kultury napisali dziesiątki książek, setki artykułów i tysiące wpisów blogowych przedstawiających sens bezkompromisowej walki z prawem, organizacjami i korporacjami, ograniczającymi (lub starającymi się ograniczyć) naszą swobodę; opublikowali całą masę tekstów przedstawiających znaczenie bojkotu "złych" produktów projektowanych przez wyżej wymienionych w jednym, oczywistym celu - osiągnięciu jak największego zarobku, nie bacząc na dobro konsumenta.

Efektów tych publikacji daleko szukać nie musimy: coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z istnienia czegoś takiego jak Open Source (choć często myli go z Free Software), przybywa użytkowników systemów otwartych/wolnych, zamknięte formaty coraz bardziej tracą na popularności, odrzucane przez świadomych użytkowników (starczy wspomnieć o sukcesie formatów Ogg i FLAC czy porażce OOXML w starciu z ODF), a takie portale jak np. nowo powstały do.org.pl czy osnews.pl zyskują coraz większe zainteresowanie wśród społeczności webowej.

Kroczek po kroczku, pod wodzą tuzów internetowych ruchów wolnościowych jak twórca jądra Linux, Linus Torvalds, twórca licencji Creative Commons, Lawrence Lessig czy twórca Filozofii Wolnego Oprogramowania, Richard Mathew Stallman, uświadamiamy ludzi i zmieniamy rzeczywistość.

Czy jednak w niektórych przypadkach nie posuwamy się za daleko w swoich, częstokroć bardzo kategorycznych, sądach, apelach i działaniach? Czy starając się "uwolnić" wirtualny świat, a więc także jego użytkownika, nie doprowadzamy, choć bardzo rzadko i zapewne nieświadomie, do próby ograniczenia wszystkich tych, których wolności pragniemy?

DRM

Sprzeciw środowiska FLOSS wobec DRM jest powszechny i bardzo kategoryczny. Powoduje to ogólnie znany fakt, że technologia cyfrowego zarządzania prawami jest w rzeczywistości technologią cyfrowego zarządzania ograniczeniami. Z tego właśnie powodu wiele szumu wzbudził swego czasu post Linusa Torvaldsa opublikowany na LKML, w którym twórca jądra Linux o DRM-ie wypowiedział się tymi słowy:

Chcę jasno powiedzieć, że nie mam nic przeciwko DRM na Linuksie! (...) Niezbyt lubię DRM, ale jestem "Oppenheimerem" i nie będę wykorzystywał Linuksa do rozgrywek politycznych. Uważam, że można go używać do czego tylko się chce, także do tego, czego osobiście bym nie zaaprobował.

W kolejnym poście Linus stwierdza:

Sama technologia jest neutralna, i optymistycznie zakładam, że w środowisku wolnego oprogramowania będziemy mogli sprawić, by bezpieczeństwo (uzyskane dzięki DRM - przyp. mój) było prokonsumenckie -- dla użytkownika, a nie przeciwko niemu. Linus uważa, że nie warto blokować rozwoju DRM w Linuksie tylko dlatego, że możliwe jest ich złe wykorzystanie, bo wówczas tracimy także to, co w DRM jest dobre. źródło: 7thguard.net

Pytanie, które należy teraz zadać, to co jest w DRM-ie dobre? Postanowiłem zapytać Google. Na pierwszej stronie odnalazłem tylko jeden tekst, będący newsem informującym o próbie stworzenia DRM z ludzką twarzą przez Valve i drugi, którego autorzy, zresztą twórcy sklepu internetowego, mają na celu "przybliżyć idee tego systemu użytkownikom". Jednak przy całej naszej wiedzy o ww. technologii nikogo raczej nie przekona artykuł pisany przez ludzi zarabiających na rozwiązaniu powszechnie uważanym za szkodliwe. Cała reszta to "10 argumentów przeciw DRM", niezbyt przychylny artykuł na Vagla.pl, wpis blogowy o wdzięcznej nazwie "Bye bye DRM" i jeszcze parę innych, równie nieprzychylnych wypowiedzi. Postanowiłem spróbować angielskiej wersji Google i tutaj wyniki okazały się bardziej trafne, jednakże wszystkie argumenty wytaczane na kolejnych stronach zostały dawno obalone chociażby przez Stallmana w artykule "Sprzeciw wobec DRM".

Wydaje się więc, że w imię wolności (czemu ktoś by sobie nie miał zaimplementować DRM na Linuksie? Może się nam to nie podobać, ale przecież to wolne społeczeństwo... Wolne!) utworzona została luka mogąca być wykorzystaną do zdobycia rynku, który opierał się DRM-owi od samego początku i wydawał się być hermetycznie na niego zamkniętym.

Ale zaraz, zaraz. Z drugiej strony gdyby licencja Linuksa została zmieniona na GPLv3 odebrane użytkownikowi końcowemu byłyby pewne prawa gwarantowane wcześniej. Wszystko sprowadziłoby się po trosze do systemu zamkniętego oprogramowania - kup, ale nie wolno ci zrobić z tym programem, może nawet nie tego, czego ja bym nie przewidział, ale przynajmniej tego, czego nie pochwalam. A już na pewno implementował DRM!

Na powstałe bardzo znaczące pytanie, czy broniąc się przed technologiami szkodliwymi możemy aprobować implementację ograniczeń, trudno jest o sformułowanie jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony wydaje się to świetnym sposobem walki z niebezpieczeństwem zagrażającym społeczności, z drugiej natomiast jest to też pewne ograniczenie praw, których rozszerzenia chcemy. Decyzję w tej sprawie należy pozostawić twórcom oprogramowania (czy według nich DRM jest aż tak zły, żeby uniemożliwić innym jego implementację w ich pracy?), lecz ja raczej nawoływałbym do jasnego sprzeciwienia się stosowania tej technologii jako tworu nieprzyjaznego użytkownikowi.

Uważam, że nie powinno się ot tak, po prostu zaakceptować szkodliwej technologii tylko dlatego, że ktoś "może" ją wykorzystać dobrze, skoro nikt tego jeszcze nawet nie próbował. Przykład ten nie wytrzymuje również porównania z sieciami P2P (przez nas bronionymi), które mogą służyć jako nielegalny środek dystrybucji treści objętych prawem autorskim, gdyż wielu używa ich do dzielenia się plikami wolnymi (przykładami niech będą Jamendo czy dystrybucje GNU/Linux). DRM zaś przynosi same szkody.

Torvalds stwierdził, że jest Oppenheimerem. Nie chciałbym, żeby stanął kiedyś w takiej sytuacji jak słynny wynalazca, który zobaczywszy zniszczenia wywołane wybuchem bomby atomowej powstałej dzięki jego badaniom, zacytował Bhagavad-Gitę: Stałem się Śmiercią, Niszczycielem światów. Bo Hiroszimą i Nagasaki byłaby społeczność FLOSS. Czyli my.

Oprogramowanie, czyli pod wodzą Stallmana

Nie tak dawno bardzo głośną stała się dyskusja, w pewnym momencie przerodzona we flejma czystej wody, między RMS-em a deweloperami OpenBSD (Real men don't attack straw men oraz Play Nice - Real men don't attack straw men (Theo)), w której Stallman przekonywał, że nie mógłby nikomu polecić tej dystrybucji, gdyż w portach zawiera oprogramowanie niewolne, czyli szkodliwe. Jak argumentował RMS w swoich mailach, samo umożliwienie instalacji zamkniętego oprogramowania już dyskwalifikuje system pod względem wolności, a jest to jedyny warunek, pod którego kątem Stallman wybiera OS-y godne polecenia.

Z tego właśnie powodu np. OpenBSD jest zdyskwalifikowane już na starcie, pomimo stuprocentowo wolnej domyślnej konfiguracji. Można się z tym zgodzić lub nie - jest to tak obszerny temat, że zasługuje na osobny artykuł, ale warto zwrócić uwagę na słowa, które padły "z klawiatury" Stallmana w dalszej części dyskusji:

Wtyczka Flasha od Adobe jest niewolnym oprogramowaniem i ludzie nie powinni go instalować, lub sugerować jego instalację, ani nawet mówić ludziom o jego istnieniu. To, że Firefox oferuje jego instalację jest bardzo złą rzeczą.

żródło: Re: Real men don't attack straw men

Dowiadujemy się więc, że nikt nie powinien w ogóle wiedzieć o istnieniu oprogramowania niewolnego, jeśli nie jest zdecydowany z niego nie korzystać, gdyż to mogłoby sprawić, że pokusiłby się on o jego instalację.

Co sugeruje ta wypowiedź? Ano żebyśmy uwalniali ludzi na siłę. Przypomina mi to praktyki komunistyczne, gdy ludzie byli "chronieni" przed "treściami szkodliwymi" poprzez ukrywanie ich istnienia, broniąc tym samym społeczeństwo przed “złym wyborem”. Dlatego prowadzone były różnorakie akcje dezinformacyjne, do czego nawołuje teraz RMS w swoich wypowiedziach. Przyznaję, nikt nikogo nie namawia do mówienia nieprawdy, chodzi tylko o świadome przemilczenie jednego z rozwiązań. Zaraz, zaraz, przecież to też jest forma kłamstwa! Do tego prowadząca do sytuacji, kiedy odbieramy ludziom prawo do bycia zniewolonymi, co przecież jest jedną z podstawowych swobód.

W pułapce wolności

Prawo do wolności jest prawem do wyboru. Każdy może, a przynajmniej powinien, samodzielnie zdecydować, czy dane rozwiązanie, wraz ze wszelkimi ograniczeniami jakie implementuje, jest dla niego odpowiednie. Dużo lepszym rozwiązaniem od tego proponowanego przez RMS-a, a które odbiera użytkownikowi prawo wyboru, jest zakrojona na szeroką skalę akcja informacyjna (która jest już zresztą prowadzona, jak wspomniałem na początku, z dość dużą skutecznością), uświadamiająca szkodliwość rozwiązań niewolnych.

Cel dążeń Stallmana bardzo dobrze obrazuje wiedza o środowisku promującym wolność przez szerszą publikę jeszcze parę lat temu. O rozwiązaniach zgodnych z wizją całkowitej swobody przedstawianych przez Richarda (licencjach GPL, BSD i im podobnych) wiedział mało kto. Niewielu też korzystało z wolnych systemów operacyjnych, a gdy już ktoś postanowił o tym wspomnieć, robił to na zasadzie zniechęcenia użytkownika (vide stosunkowo niedawno wyemitowany Progr@m poruszający tematykę OpenSource w TVN24). I powoli tak właśnie zaczyna wyglądać sprawa z naszą społecznością.

Jak widać, bardzo łatwo jest w ferworze walki zagalopować się tak daleko, że nagle zamiast oferowania ludziom wolności, sami wprowadzamy ograniczenia.

Przed zakończeniem tego tekstu chciałem jeszcze podsumować przykład Torvaldsa, będący świetnym bodźcem do zastanowienia się nad tym, czy mamy prawo, by wymagać od innych definiowania pojęcia "wolność" w taki sam sposób jak robimy to my. Według mnie właśnie "miękkie" formy działalności, jak informowanie i przekonywanie są lepsze od "grzmienia z ambony", nawoływań do nawrócenia (i używania przy tym pełnego oburzenia tonu iście w stylu Mesjanizm 2.0) i piętnowania "heretyków". Linus stwierdził: ja mogę się mylić. To, że czegoś nie aprobuję nie znaczy, że jest do szpiku złe i powinienem pozostawić komuś możliwość próby stworzenia przyjaznej użytkownikowi implementacji takiego rozwiązania. Możemy się z tym poglądem zgadzać lub nie, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to on pozostawia społeczności dużo więcej swobody niż model głoszony przez Stallmana.

To nie jest tak, że musimy wybierać pomiędzy ekstremami. Ludzie od dawien dawna szukali złotego środku i my, za Horacym, powinniśmy spróbować zdefiniować złoty środek dla wolności w świecie zinformatyzowanym. Na pewno znajduje się on gdzieś pośrodku obu wyżej wymienionych przykładów, kiedy użytkownik wciąż ma prawo do pełnej swobody, prawo wyboru, równocześnie nie mogąc ograniczyć swobód innych. Ale gdzie dokładnie, to pokazać może tylko czas.

W tych poszukiwaniach życzę Wam, i sobie samemu, powodzenia.

One Response to “Prawo do wolności”

  1. obnie.info Says:

    Warning: preg_replace_callback() [function.preg-replace-callback]: Unknown modifier '|' in /home/forum/wolnakultura/wp-content/plugins/text-control/markdown.php on line 766

Napisz swój komentarz