Regulatory innowacyjności a kreatywność
Artykuł jest tłumaczeniem tekstu Reboot FCC ("Zrestartować FCC") autorstwa Lawrence'a Lessiga.
"Zrestartować FCC" a sprawa polska
Jak zdarzyło mi się już wykazywać (mam nadzieję, że z dobrym skutkiem) w artykule pt. Problem DMCA, czyli gdy wielkie korporacje tworzą prawo, wszelkie próby regulacji kultury dotyczące obywateli innych krajów, a USA w szczególności, dotyczą też nas. Powodem takiego stanu rzeczy jest międzynarodowość wielkich firm, w tym tych zarabiających na szeroko pojętej kulturze. Ów stan rzeczy determinuje ich (w pełni uzasadnioną) chęć wprowadzania sprzyjających im przepisów w każdym zakątku świata. A że dla przedsiębiorstw najważniejszym celem jest generowanie jak największych zysków, nie zawsze firmowane przez nie rozwiązania prawne sprzyjają konsumentom. Warto też zwrócić uwagę, że Europa nie zajmuje się tylko adaptacją praw amerykańskich do swojego systemu prawnego. Stary kontynent pragnie własnych rozwiązań i choć za każdym razem wywołują one burzę i czasem nawet na chwilę znikają, nie znaczy to wcale, że zostały porzucone. Wszak pomysł pakietyzacji Internetu wcale nie upadł. Został odroczony jedynie termin przyjęcia tego rozwiązania. A francuska hadopi, choć pośmiertnie, jest przerażającym przykładem, jak daleko mogą zapędzić się nasi przywódcy. (Pomysł kompletnej inwigilacji użytkowników pod obłudnym pretekstem ochrony praw autorskich to "ostateczny kozi róg", w który zapędziła się Europa.) Do tego dochodzą ograniczenia technologiczne – otwarte formaty wciąż podlegają ostracyzmowi ze strony urzędów, a prawie każde rozwiązanie cyfrowe jest objęte restrykcjami DRM.
Tekst Lessiga ma dla nas dodatkową wartość, bo przedstawiony został w nim szkic urzędu, który zajmowałby się, jak zostało to określone w dalszej części, ochroną innowacji przed jej dwoma historycznymi wrogami – nadmiernym faworyzowaniem przez rząd i nadmierną władzą prywatnych monopoli. Idea ta jest uniwersalna i na wprowadzeniu jej w życie w naszym skrawku świata powinno nam zależeć nie mniej niż Amerykanom.
Zapraszam do lektury.
Federalna Komisja Łączności (ang.Federal Communications Commission, FCC) – amerykańska agencja regulująca zasady wykorzystania częstotliwości radiowych dla celów związanych z komunikacją. Pierwotnym celem funkcjonowania agencji było zaprowadzenie porządku w dziedzinie komunikacji telegraficznej i radiowej . Z czasem rozszerzono jej kompetencje o radiofonię, telekomunikację i wszystkie formy telewizji.
Posiada liczne zadania o charakterze regulacyjno-kontrolnym. Przydziela częstotliwości i koncesje. Ma również prawo inicjatywy ustawodawczej.
(Źródło: Wikipedia)
Kontroler innowacji
Wzrost ekonomiczny wymaga innowacji. Problem w tym, że Waszyngton został praktycznie zaprojektowany w taki sposób, by się im opierać. W DNA najważniejszych agencji stworzonych w celu chronienia innowacji, wbudowana została nieprzeparta chęć chronienia najsilniejszych.
FCC68 jest idealnym przykładem. Stworzona w latach trzydziestych XX wieku (w czasach, gdy największy nacisk kładziono na stabilność) agencja stała się ogniskową dla prawie każdej ważnej innowacji technologicznej. Jest ona domniemanym obrońcą Internetu i nieprzerwanym regulatorem radia, telewizji i komunikacji satelitarnej. W kolejnych dekadach równie dobrze może stać się regulatorem każdej nowej technologii komunikacyjnej. A to oznacza kontrolę nowych, fantastycznych sposobów użycia technologii bezprzewodowych, wykorzystywanych obecnie przez telewizję, radio, Internet i sygnał telefonów komórkowych. Ten sam sygnał może wkrótce dostarczyć szybki dostęp do internetu "na wynos", coś co współzałożyciel Google – Larry Page nazywa "wifi na sterydach".
Jeśli uważamy historię za swego przewodnika, te nowe technologie są zagrożone, a wraz z nimi wszystko, co umożliwiają. W związku z tak dużymi możliwościami FCC stała się celem wpływów wielkich korporacji. Członkowie komisji, z założenia mieli być "ekspertami", do tego "niezależnymi", ale tak naprawdę nigdy ekspertami nie byli, a teraz już zupełnie jawnie obejmują odgrywaną przez nich rolę polityczną. Publikacje prasowe członków komisji zachwalają ich osobistą politykę. Na dodatek lobbyści spędzają lata na zbliżaniu się do członków tej młodej grupy kongresmenów. Przykładem niech będzie burza wywołana decyzją byłego przewodniczącego FCC, Michaela Powella, by rozluźnić reguły posiadania mediów, dając tym samym zielone światło koncentracji gazet i stacji telewizyjnych w rękach coraz mniejszej grupy ludzi. Tak właśnie wygląda polityka komitetu. Polityka formułowana pod wpływem pieniędzy i siły przez instytucję, która nie odpowiada za swoje niepowodzenia przed nikim, nawet przed samym prezydentem.
Monopole a innowacje
Rozwiązaniem tego problemu na pewno nie jest majstrowanie. Nie można zmienić DNA. Trzeba je zniszczyć. Prezydent Obama powinien zmusić Kongres do zlikwidowania FCC i i jej podobne, szczątkowe regulatory, kładące stabilność i własne interesy ponad dobro publiczne. Na ich miejsce Kongres powinien powołać coś, co moglibyśmy nazwać Innovation Environment Protection Agency (iEPA) (Agencja Ochrony Środowiska Twórczego - przy tłum.), której mottem byłoby: "zminimalizować interwencje. by zmaksymalizować innowacje" ("minimal intervention to maximize innovation."). Podstawowym celem iEPA, byłoby chronienie innowacji przed jej dwoma historycznymi wrogami – nadmiernym faworyzowaniem przez rząd i nadmierną wladzą prywatnych monopoli.
Od narodzin Republiki, rząd Stanów Zjednoczonych miał zwyczaj w rozdawaniu "ekskluzywnych praw" (dla tzw. monopoli) pod pretekstem "promowania rozwoju" lub udostępnienia nowych rynków komunikacji. Patenty i prawa autorskie osiągnęły pierwszy cel; rozdawanie "plasterków" fal radiowych służy temu drugiemu. Nikt nie wątpi, że te monopole są czasem potrzebne w celu stymulacji innowacji. Holywood nie mógłby przetrwać bez systemu praw autorskich; finansowany z prywatnych pieniędzy rozwój leków nie może mieć miejsca bez instytucji patentów. Ale jeśli historia czegokolwiek nas nauczyła, to właśnie te specjalne przypadki - Disney'e i Pfizery świata - stały się biegłe w walce o coraz większą liczbę monopolistycznych praw. Czas obowiązywania praw autorskich wynosi już prawie całe stulecie, a patenty regulują "wszystko pod słońcem, co zostało stworzone przez człowieka", jak to określił Sąd Najwyższy USA. To historia bezkresnego wzdęcia, która przy każdej turze nowych monopoli spotyka się z zachłannym sięganiem po coraz więcej.
iEPA czyli powrót na właściwą drogę
Problem w tym, że rząd nigdy nie zastanowił się nad tym, kiedy te monopole pomagają, a kiedy są zaledwie ulotkami dla firm z wydajnymi lobbystami. Zatem pierwszym zadaniem iEPA mogłoby być zahamowanie nieposkromionego wzrostu tych monopoli. Np. duża część spektrum bezprzewodowego została zlicytowana monopolowi telekomunikacyjnemu. Decyzję tę wydano opierając się na założeniu, że tylko przyznanie monopolu mogłoby zachęcić przedsiębiorstwa do podjęcia się drogich przedsięwzięć budowy sieci wież nadawczych czy stacji transmisyjnych. iEPA sprawdziłoby tę hipotezę i postawiło gruntowne pytanie: te monopole powodują więcej zła niż dobra? Z silnym szefem agencji i personelem, któremu surowo zabroniono zawiązywania jakichkolwiek więzi z przemysłem, iEPA mogłoby uchronić kulturę przed kumoterstwem, które osiągnęło FCC. Jeśli stałaby się wiarygodna w swej roli kontrolowania monopoli, agencja mogłaby ostatecznie zastosować tę specjalistyczną wiedzę do obszaru patentów i praw autorskich, instruując Kongres w sprawach prowadzenia polityki w tej szczególnej sprawie, którą można by porównać do gniazda szerszeni.
Kolejnym zadaniem iEPA powinno być upewnienie się, że spektrum podstawowej narodowej infrastruktury komunikacyjnej - sieć bezprzewodowa, połączenia kablowe oraz wieże sieci komórkowych - służące za autostrady ekonomii informacyjnej - pozostają otwarte na nowe innowacje, niezależnie od tego, kto posiada do nich prawa. Np. zasady "neutralności sieci internetowych", które, gdy dobrze sformułowane, mają na celu powstrzymanie takich firm jak Comcast czy Verizon od naginania zasad z zamiarem sprzyjania lub sprzeciwiania się pewnym treściom i serwisom, przekazywanym przez ich sieć. Producenci przyszłych Skype'ów lub Amazonów muszą być pewni, że ich ciężka praca nie zostanie udaremniona przez jakąkolwiek samowolną decyzję ze strony jednego z nadzorców Internetu. Według mnie, niektóre regulacje, nie muszą iść aż tak daleko, jak żądali niektórzy Demokraci. Nie trzeba nakładać skrajnych ograniczeń na to, co Verizonowie świata mogą robić ze swoją siecią - oni, mimo wszystko, ją stworzyli - ale nie ma wątpliwości, że podstawowy zestaw zasad jest potrzebny, by mieć pewność, że Internet nadal będzie kluczową platformą wzrostu gospodarczego.
Poza tymi dwoma zadaniami, to, czego najbardziej wymaga się od iEPA jest bycie pasywnym. Powinno ono, bez wątpienia, zapewnić, by konkurencja nie miała wpływu na przepływ informacji (który powinien być bezproblemowy) i ograniczać niszczycielskie regulacje już na poziomie stanowym. Na dodatek mogłoby zachęcić rząd do wydawania większych środków na infrastrukturę komunikacji publicznej, np. w strefach wiejskich, które prywatne przedsiębiorstwa często ignorują. Lecz poza tymi ograniczonymi zadaniami mogłaby usunąć szereg regulacji objętością porównywalny do książki telefonicznej. W ten sposób moglibyśmy wyeliminować liczne dźwignie używane przez lobbystów, do zdobywania względów w celu ochrony obecnych monopoli.
I co dalej?
Przyszłość ekonomi Ameryki jest zależna od zrestartowania silnika innowacji i technologicznego wzrostu. Pierwszym krokiem jest powstrzymanie ingerencji rządu tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. To największy problem innowacji komunikacyjnych na świecie, gdyż zbyt wiele krajów, które powinny wiedzieć lepiej, ciągle preferują spuściznę po monopolach komunikacyjnych. Jest to rosnący problem także w naszym własnym kraju (USA), bo korporacyjna Ameryka uwierzyła, że inwestycje w poddający się wpływom Waszyngton opłacają się bardziej, aniżeli inwestowanie w budowę lepszej pułapki na myszy. Zmiana ta może nadejść tylko wtedy, gdy regulacje zostaną zawężone tak bardzo, jak to tylko możliwe. Tylko wtedy regulatory mogą służyć dobru publicznemu, zamiast ochronie osobistej. Musimy zabić filozofię regulacji, narodzoną wraz z XX wiekiem, by umożliwić powstanie świata innowacji w XXI wieku.
Tłumaczenie: Mateusz Konopacki (oryginał na wiki wraz z historią zmian).
Koreta i wstęp: darcnet
Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji.